Janosik żył na przełomie XVII i XVIII wieku. Nazywano go sprawiedliwym rozbójnikiem, ponieważ odbierał bogatym, a co im ukradł – rozdawał biednym. Zatem, zdaniem wielu, postępował szlachetnie, sprawiedliwie i zapewne dlatego żyje wciąż w legendach.
Rozmawiałem ostatnio ze znajomym, wielkim zwolennikiem pozywania banków przez kredytobiorców. Mieszka w domu pod Warszawą, który – wraz z innymi dobrami – odziedziczył po rodzicach. Dzięki temu – jak często podkreśla – mógł się przez całe życie trzymać z daleka od banków, na temat których ma wyrobione zdanie. Poglądy mojego znajomego są więc całkiem bezinteresowne W pewnym momencie, chwaląc obecne praktyki kancelarii odszkodowawczych i sądów powiedział, że działają trochę tak, jak zbiorowy Janosik – odbierają bogatym bankom i rozdają ubogim konsumentom.
Coś mi w tej analogii nie pasowało. Bo niby rzeczywiście banki mają ogromne pieniądze, choć nie tyle swoje, co deponentów (głównie konsumentów). Z kolei kredytobiorcy przy nich są biedni. Mając dużo mniejsze niż banki dochody muszą płacić wysokie raty kredytów i nigdy nie mają pewności, że nie wzrosną one w ślad za wzrostem stóp. Niby wszystko się zgadza. Jednak w pewnym momencie dotarło do mnie, że logika tego porównania jest fundamentalnie fałszywa.
Czy rzeczywiście kredytobiorcy to odpowiednik biednych ludzi z czasów Janosika? Oczywiście, tak by się mogło wydawać, gdybyśmy porównywali najbogatszego nawet konsumenta z najbiedniejszym bankiem, ponieważ ich zasoby finansowe są nieporównywalne.
Tyle że prawdziwie biedny konsument nie jest kredytobiorcą. Kredytobiorca to ktoś, kto zebrał środki na wkład własny i posiada wymaganą przez bank zdolność kredytową. Prawdziwie biedny konsument nie spełnia tych warunków. Jego dochody są zbyt niskie by zaciągnąć kredyt; nie pozwalają nawet na zgromadzenie wkładu własnego. Co gorsza, wynajem też jest dla niego zbyt drogi.
Porównajmy to z sytuacją kogoś w na tyle dobrej sytuacji, że wszystkie wcześniej wymienione warunki spełnił. Uzyskał kredyt, który zaciągnął w walucie. W pewnym momencie raty mu wzrosły, ale przyszłość pokazała, że ten kredyt to była w jego życiu najbardziej światła decyzja. Skorzystał z pomocy kancelarii odszkodowawczej i po życzliwym wyroku sądu zgarnął od banku dużą kasę. A jeśli miał szczęście, w rozliczeniu dostał jeszcze lokal. I czy dziwi fakt, że nieraz jest to w ogóle kolejne mieszkanie, które natychmiast zostaje sprzedane?
Czyli faktycznie sąd plus kancelaria przebrane za Janosika w miarę zamożnemu konsumentowi zwracają kredyt i niekiedy dodają w prezencie mieszkanie. A co z tym biednym konsumentem?
Dlaczego nadal praktycznie jedynym sposobem na zamieszkanie we własnym locum jest kupno mieszkania lub wynajmowanie go od osób prywatnych, które to rozwiązania są na tyle kosztowne, że nie stać na nie dużej grupy obywateli. Przecież nawet Konstytucja stanowi, że “Władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania.”
I czy nie byłoby słuszne, by ów Janosik zajął się właśnie tym segmentem mieszkalnictwa, zamiast robić prezenty ludziom, którzy są w relatywnie niezłej sytuacji? Jednak budownictwo socjalne praktycznie nie funkcjonuje, choć uważa się, że kilka lat temu mieliśmy bardzo dobry rok. Gminy w Polsce wybudowały wtedy łącznie 6 tysięcy mieszkań socjalnych. Niestety, w skali potrzeb ta liczba nic nie znaczy. Są w Polsce miasta, w których sama tylko liczba mieszkań niespełniających podstawowych wymogów, wynosi ponad 10 tysięcy. Niewątpliwie jest to ogromny problem i powinien być jak najszybciej rozwiązany, lecz na przeszkodzie stoi między innymi brak niezbędnego finansowania. A do tego dorzućmy brakujące mieszkania komunalne, dodajmy też coraz większą lukę czynszową. Skąd jednak wziąć pieniądze?
Wykonałem kilka prostych obliczeń. Każdy kredyt uznany przez sąd za nieważnie zawarty daje się łatwo przeliczyć na pieniądze. Z różnych doniesień medialnych wynika, że banki do tej pory wypłaciły kredytobiorcom łącznie około 20 miliardów złotych tytułem odszkodowań, a na pozwy czekające na rozprawy musiały utworzyć rezerwę na kwotę 80 – 100 miliardów złotych. Nasuwa się więc oczywiste pytanie: Ile mieszkań mogłoby powstać za takie pieniądze?
Otóż 20 miliardów złotych, to 40 tysięcy mieszkań 50 metrowych, które można by było wybudować za pieniądze wypłacone dotąd frankowiczom, co obliczyłem w następujący sposób: Średnia cen transakcyjnych wynosi kilkanaście tysięcy złotych, ale miasto czy państwo z pewnością miałoby tanie grunty, a składając duże zamówienia u deweloperów można by było liczyć na niższe ceny. Zresztą znajdowałem także ceny metra kwadratowego poniżej 10.000 złotych. Według danych NBP w Łodzi, w pierwszym kwartale 2025, cena transakcyjna mieszkań mniej więcej 50 metrowych wynosiła 9250 złotych za metr kwadratowy. Dodając bufor bezpieczeństwa, można przyjąć dla łatwiejszego rachunku cenę nawet 10 tysięcy za metr kwadratowy.
Gdyby więc kwoty przekazywane jako odszkodowania za rzekome krzywdy były raczej wydawane na rozwój taniego budownictwa czynszowego, mogłoby powstać 40 tysięcy mieszkań. A gdyby doliczyć do tego pozwy oczekujące w sądach na swoją kolejkę?
Dodajmy jeszcze, że kwoty, które banki wypłacają jako odszkodowania, nie biorą się znikąd. Aby je pozyskać, banki, między innymi, zaniżają oprocentowanie depozytów. Inaczej mówiąc, wszyscy deponenci, także ci bardzo biedni, zrzucają się na to, by relatywnie niewielka grupa otrzymała finansowy prezent a niekiedy jeszcze darmowe mieszkanie. To na pewno nie jest działanie Janosika
Kiedy podałem znajomemu wynik tych rachunków zapadła cisza, a po dłuższej chwili powiedział tylko: “No tak…..”
Jak bowiem widać, trudno mówić o działaniach Janosika skoro w ich wyniku ci co już mieli dużo, dostają nawet drugie tyle. Ci, co nie mają nic, dostają drugie nic. Janosik spaliłby się ze wstydu.
Autor: Andrzej Reich, Lider Klubu Odpowiedzialnych Finansów przy EKF