• I dzień EKF: Minister finansów sugeruje kolejną „tarczę” przeciwko drugiej fali

    Minister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej Tadeusz Kościński zasugerował podczas otwarcia Europejskiego Kongresu Finansowego odbywającego się zdalnie, że druga fala zachorowań na koronawirusa może spowodować konieczność uruchomienia kolejnej „tarczy” wspomagającej gospodarkę.

    – Odpowiedzialna polityka to polityka odważna i ekspansywna. (…) Musimy przełamać niepewność sektora prywatnego co do przyszłości, niepewność, która mogłaby ograniczyć inwestycje i konsumpcję. Chodzi tu o dobrze wycelowany impuls fiskalny – powiedział Tadeusz Kościński w wystąpieniu otwierającym EKF.

    – Byłoby dużą nieodpowiedzialnością, gdybyśmy tych środków nie udostępnili – dodał.

    Druga fala zachorowań wywraca dotychczasowe prognozy. Silne odbicie gospodarki w maju, czerwcu i w lipcu spowodowało rewizję prognoz w górę i przewidywania, że spadek polskiego PKB będzie mniejszy. Teraz analitycy już sygnalizują, że oczekują pogłębienia się recesji.

    – Żegnamy literę „V”, witamy literę „W”. Obecna druga fala oznacza, że przed nami trudne miesiące. Oby drugie dno litery „W” było jak najpłytsze – powiedział podczas otwarcia Kongresu Paweł Borys, Prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju, który zasilił przedsiębiorstwa kwotą 100 mld zł po pierwszej wiosennej fali i będącym jej wynikiem załamaniu gospodarki.

    Dodał, że aktualnie aktywność gospodarcza szacowana jest na 93-97 proc. poziomu sprzed wybuchu pandemii.

    – W związku z drugą falą oczekujemy załamania wydatków konsumenckich i wydatków inwestycyjnych firm – powiedział Paweł Borys.

    Tadeusz Kościński dodał, że rząd zdecydował o wydaniu pieniędzy na „tarcze” poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Polski Fundusz Rozwoju, żeby nie nowelizować budżetu, co mogłoby trwać kilka miesięcy, a tak pieniądze trafiły do gospodarki bardzo szybko.

    – Mam nadzieję, że duże pieniądze z Unii wpłyną na początku przyszłego roku. Trzeba mieć swój wkład, i na wkład własny jesteśmy przygotowani, stworzyliśmy na to już rezerwę w tym roku – powiedział minister finansów.

    – Połowę (tegorocznych) kosztów na ratowanie gospodarki możemy mieć też w przyszłym roku. Od 2022 roku wracamy do stabilizującej reguły wydatkowej – dodał.

    – W przyszłym roku poziom długu (sektora instytucji rządowych i samorządowych) ok. 64 proc. (PKB) będzie jeszcze bardzo bezpieczny – powiedział Tadeusz Kościński.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • I dzień EKF: Idą czasy wysokiej inflacji i słabego wzrostu

    Idą czasy wysokiej inflacji, słabszego wzrostu gospodarczego i rosnącego nawisu długu publicznego i prywatnego – przewiduje Charles Goodhart, słynny brytyjski ekonomista w wykładzie wygłoszonym podczas inauguracji odbywającego się zdalnie X Europejskiego Kongresu Finansowego.

    – Inflacja będzie wyższa, wzrost gospodarczy będzie niższy, a nawis długu publicznego i prywatnego coraz większy – powiedział w wykładzie Charles Goodhart, emerytowany profesor bankowości i finansów w London School of Economics oraz były członek Komitetu Polityki Pieniężnej decydującego o stopach procentowych Banku Anglii.

    – Będzie to trudny okres dla banków centralnych, które będą pod presją utrzymywania długo dużo niższych stóp – dodał.

    Charles Goodhart zwrócił uwagę, że poglądy na to, jak zachowa się inflacja w związku z wybuchem pandemii są wśród ekonomistów bardzo rozbieżne. Powodem są ogromny poziom niepewności w związku z pandemią, niska obecnie inflacja, a równocześnie wielka akumulacja pieniądza wynikająca z niskich stóp procentowych, rządowych programów wsparcia gospodarki oraz „łagodzenia ilościowego” stosowanego przez większość banków centralnych.

    – Do końca pandemii inflacja pozostanie niska, ale kiedy pandemia odejdzie, perspektywa będzie bardzo niepewna – powiedział.

    Część ekonomistów mówi, że także po pandemii inflacja pozostanie niska z powodu silnego wzrostu bezrobocia w głównych gospodarkach świata. Inni natomiast zwracają uwagę na ogromny wzrost podaży pieniądza dostarczanego przez główne banki centralne świata. W USA tzw. baza monetarna rośnie obecnie o 15 proc. rocznie, podobnie w Wielkiej Brytanii. To argument na rzecz wybuchu inflacji po pandemii.

    Charles Goodhart proponuje jednak inne spojrzenie, uwzględniające długoterminowe trendy. Po pierwsze stawia pytanie o to, dlaczego przez kilka ostatnich dekad mieliśmy do czynienia ze spadającą inflacją i tendencją do spadku stóp procentowych. Powodem był globalny rynek pracy.

    Już w 1978 roku do globalnej gospodarki zaczęły dołączać Chiny, oferując ogromne zasoby taniej siły roboczej. Po upadku ZSRR do tego procesu dołączyły kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Dzięki temu niższe ceny produktów wytwarzanych w Chinach, w Azji, czy w Polsce doprowadziły do globalnego spadku cen towarów. A równocześnie rozwinięte gospodarki przenosiły tam produkcję, gdzie była ona tańsza, zmieniały też swój styl produkcji, duża część wartości dodanej przeniosła się do sektora usług.

    – Powstały ogromne korzyści wynikające z podaży siły roboczej. (…) Ale to już się kończy. Teraz wzrost ten spowalnia i upada, co obserwujemy nie tylko w Europie, ale także w Chinach – powiedział Charles Goodhart.

    Skoro powoli słabła będzie możliwość produkowania taniej i obniżania cen, co w takim razie będzie przesądzać o inflacji?

    – Starzejące się społeczeństwa, rosnące nierówności, nawis długu i odwrót od globalizacji – twierdzi ekonomista.

    Starzenie się społeczeństw następuje już od lat 70. zeszłego stulecia. Młode pokolenia mają coraz mniej dzieci, a przybywa osób w wieku emerytalnym. Te zmiany demograficznej piramidy są powodem zmniejszania się populacji pracującej i jej produktywności. Liczba pracujących w USA spada obecnie w tempie 1 proc. rocznie.

    – Ta zmiana przełoży się też na stopę inflacji. Jeśli produkuje się mniej, wpływa to na wzrost popytu w stosunku do podaży, a więc wyższą stopę inflacji – mówił Charles Goodhart.

    Rosnąca populacja ludzi starych to kolejne koszty, gdyż utrzymanie ich i opieka są bardzo drogie.

    – Potrzebują wsparcia innego człowieka. Tego nie mogą wykonać roboty, potrzebne jest podejście czysto ludzkie – twierdzi ekonomista.

    – Starzenie się spowoduje deficyty i konieczność pożyczania – dodał.

    A równocześnie w dojrzałych gospodarkach i tak już wysokie zadłużenie publiczne pogłębił jeszcze pandemiczny kryzys poprzez rządowe wydatki wspierające gospodarki. Dług będzie rósł i rosły będą także koszty jego obsługi, gdyż pomimo niskich stóp procentowych i „łagodzenia ilościowego” bankom centralnym będzie bardzo trudno utrzymać niskie długoterminowe stopy procentowe.

    – Inflacja nadchodzi i pandemia koronawirusa przyspieszy jej powrót – powiedział Charles Goodhart.

    – Inflacja będzie rosła także wskutek deglobalizacji – dodał.

    Charles Goodhart uważa, że banki centralne będą miały problemy z utrzymaniem celu inflacyjnego, który w rozwiniętych gospodarkach wynosi na ogół 2 proc. Będą wciąż pod polityczną presją, żeby nie podnosiły stóp.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • I dzień EKF: Polska traci wiarygodność ekonomiczną. To utrudni wyjście z kryzysu

    Jeśli polska gospodarka będzie miała problem ze swoją wiarygodnością, wyjście z kryzysu będzie bardzo trudne - podkreślają ekonomiści, którzy podczas debaty „Pandemia nie usprawiedliwia błędów. Polityka gospodarcza i wiarygodność ekonomiczna Polski” zaprezentowali wnioski z raportu think tanku „Open Eyes Economy”.

    W trakcie debaty zorganizowanej pierwszego dnia Europejskiego Kongresu Finansowego 2020 ekonomiści zwrócili uwagę na ryzyka grożące polskiej gospodarce w czasie obecnej recesji, a także po niej. Wśród nich wymieniają m.in. zahamowanie inwestycji, zmianę polityki prowadzonej przez Narodowy Bank Polski, nadmierny deficyt finansów publicznych i słabnącą kondycję sektora bankowego. To wszystko składa się na niską wiarygodność ekonomiczną Polski.

    – Potrzebujemy wzrostu inwestycji, restrukturyzacji przedsiębiorstw, ale też konsolidacji finansów publicznych. Jeżeli tego nie zrobimy, problem długu przeniesie się na gospodarstwa domowe (np. w postaci wysokiej inflacji), a w efekcie uderzy w przedsiębiorstwa, skutkując chociażby wzrostem bezrobocia – podkreślił podczas debaty prof. Jerzy Hausner, przewodniczący Rady Programowej OEES.

    Na problem grożącego Polsce kryzysu w finansach publicznych zwrócił też uwagę prof. Andrzej Rzońca, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Wskazywał m.in. na niekonwencjonalną politykę banku centralnego, który całkowicie odszedł od znanych przez lata standardów, jak chociażby wyższe stopy procentowe, zakaz skupu obligacji skarbowych, czy wreszcie przejrzysta komunikacja (np. w postaci cyklicznych konferencji po posiedzeniach Rady Polityki Pieniężnej).

    – Działania NBP na razie nie prowadzą jeszcze do wzrostu inflacji, bo masa pieniądza nie wylewa się do gospodarki, a wraca do banku centralnego. Jednak to nie jest darmowy lunch. W którymś momencie możemy doświadczyć chociażby głębokiej przeceny złotego – przestrzegł prof. Andrzej Rzońca.

    Na słabe perspektywy sektora bankowego w Polsce zwrócił z kolei uwagę prof. Dariusz Filar z Uniwersytetu Gdańskiego. Wskazał, że aż 10 banków komercyjnych i 10 spółdzielczych wykazało na koniec sierpnia 2020 r. straty w łącznej wysokości 1,1 mld zł. – Istnieje ryzyko, że przedstawiciele sektora bankowego będą potrzebować pomocy i wsparcia kapitałowego. Pytanie tylko, kto się tego podejmie, skoro cały sektor przestał być atrakcyjny dla inwestorów. A skoro tak, to jest zagrożenie, że to państwo będzie musiało ratować banki. Jeżeli tego nie naprawimy, to nie widzę szans na to, by banki szybko mogły ponownie stać się motorem zasilającym polską gospodarkę – podkreślił prof. Dariusz Filar.

    Ekonomiści zgodzili się, że te czynniki mocno uderzają w wiarygodność ekonomiczną państwa. To ogromny problem, bo bez niej – nawet z najlepszym planem gospodarczym – będzie bardzo trudno wyjść z kryzysu. A można założyć, że wszystkich nas czekają trudne czasy.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • I dzień EKF: Scenariusze dla Europy. Kiedy wyjdziemy z recesji?

    Europejska gospodarka wróci na tory sprzed pandemii koronawirusa najwcześniej w 2022 r. - uważają ekonomiści zagranicznych instytucji finansowych, zaproszeni do debaty podczas X Europejskiego Kongresu Finansowego.

    Mocne odbicie gospodarki po wiosennej fali pandemii i…? Żadnych prognoz nie można być pewnym. Wszystko zależy od tego, jak szybko zostanie wynaleziona szczepionka na koronawirusa oraz jak mocnym uderzeniem okaże się druga fala pandemii.

    O tym, jak szybko gospodarka Europy wróci do kondycji sprzed pandemii, ekonomiści rozmawiali podczas debaty „Scenariusze gospodarcze dla Europy”, moderowanej przez Ludwika Koteckiego (dyrektora Instytutu Odpowiedzialnych Finansów) oraz Janusza Lewandowskiego (posła do Parlamentu Europejskiego).

    Ekonomiści są zgodni, że pandemia wywołała szok znacznie poważniejszy niż poprzednie kryzysy. Obecna recesja będzie miała długoterminowy wpływ na zachowania konsumentów i przedsiębiorców.

    Na razie wyraźnie widać, że ci drudzy wstrzymują się z inwestycjami. Jak podkreśliła Debora Revoltella, główna ekonomistka Europejskiego Banku Inwestycyjnego, aż 43 proc. firm w Europie deklaruje, że z powodu pandemii zmniejszyły poziom inwestycji – albo zmniejszając skalę projektów, albo odkładając je w czasie. To wynik ankiety wśród 12 tys. firm całej Europy.

    – Ponad połowa stwierdziła dodatkowo, że pandemia koronawirusa zmieni ich podejście do nowych technologii i łańcuchów dostaw – podkreśliła Debora Revoltella. – Te które nie podążały za nowymi rozwiązaniami technologicznymi, teraz walczą o przetrwanie.

    Scenariusze ekonomistów zakładają, że europejska gospodarka powróci do kondycji sprzed pandemii najwcześniej w 2022 r., albo nawet w 2023 r. Te okresy będą jednak zależne od konkretnych krajów i tego, jak poradzą sobie z recesją. Eksperci są bowiem zgodni, że uderzenie ma charakter asymetryczny.

    – Można powiedzieć, że we wszystkich uderzył ten sam sztorm, ale siedzimy w różnych łodziach – powiedział Antonio Cortina, ekonomista hiszpańskiego Banco Santander.

    Biorąca udział w debacie brytyjska ekonomistka Yael Selfin z KPMG UK dodała również, że Wielka Brytania jest w tym bardziej kłopotliwej sytuacji, że na problemy spowodowane pandemią nałożyły się skutki wydarzeń wokół brexitu. To dodatkowy czynnik ryzyka, który może spowodować, że odbicie w Wielkiej Brytanii odsunie się w czasie nawet do 2023 r.

    Wszyscy ekonomiści są zgodni, że kryzys spowodowany pandemią koronawirusa jest nie tylko największym, które są nam znane, ale również niezwykle trudno przewidywać jego skutki. Nie był bowiem spowodowany przez czynniki ekonomiczne czy błędy instytucji finansowych lub rządów.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • I dzień EKF: Kryzys zmienia reguły gry w światowej gospodarce

    Polityka fiskalna, czyli wydatki rządów by wspomagać gospodarkę będą kluczowe dla wyjścia z kryzysu. Ważne jest jednak, żeby wydatki na gospodarkę wzmacniać, a nie tylko „konserwować” na czas pandemii jej zdolności produkcyjne – twierdzą uczestnicy debaty „Czy potrzebna jest zmiana reguł gospodarki” podczas odbywającego się zdalnie X Europejskiego Kongresu Finansowego.

    – Konstrukcja polityki fiskalnej jest teraz kluczowa. (…) Wielka interwencja fiskalna jest konieczna, a jej skala powinna być taka, jak będzie potrzebna – powiedział podczas debaty Shamik Dhar, główny ekonomista amerykańskiego, globalnego Bank of New York Mellon.

    – Banki centralne mogą wspierać politykę fiskalną, ale na niej jest główny ciężar.

    Fiskalna stymulacja na poziomie narodowym i europejskim jest kluczem do odbudowy po kryzysie – dodał Carsten Brzeski, główny ekonomista ING Group.

    Zdaniem Marka Rozkruta, partnera w firmie doradczej EY skutkiem pandemii będzie większa rola rządów w gospodarce. Stanie się tak na skutek pakietów fiskalnych, ale też możliwej nacjonalizacji przedsiębiorstw i korporacji.

    – Wzrośnie rola rządów w naszym życiu. To między innymi skutek pakietów fiskalnych, które zostaną przedłużone na przyszły rok, a być może także na 2022 rok – powiedział Marek Rozkrut.

    Dodał, że pandemia zmienia relacje pomiędzy biznesem a społeczeństwem. O ile korporacje przywiązywały największą wagę do zysków akcjonariuszy, teraz zaczynają przywiązywać coraz większą do dobra innych interesariuszy – pracowników, klientów, środowiska społecznego, w którym działa przedsiębiorstwo. Starają się zaadaptować do potencjalnych nowych szoków i zbudować odporność na nie, a zwłaszcza na szoki zagraniczne. Wzrośnie znaczenie cyfryzacji i globalnego handlu usługami cyfrowymi.

    Po siedmiu miesiącach, jak pandemia szaleje w Europie widać już, że skutki kryzysu rozlewają się w różnych krajach nierównomiernie i na razie nie ma odpowiedzi na pytanie dlaczego. Popandemiczna recesja ogarnęła wszystkie europejskie kraje, ale w niejednakowym stopniu. W II kwartale tego roku PKB Irlandii (wyrównany sezonowo, liczony rok do roku) skurczył się o 3,7 proc., a Wielkiej Brytanii o 21,7 proc. Ekonomiści przewidują, że nierównomierne będzie też odbicie.

    – Nastąpiło absolutnie asymetryczne uderzenie kryzysu, asymetryczne są skutki gospodarcze, różne możliwości zaciągania długu, osiągnięcia celów klimatycznych, asymetryczne będzie też odbicie. Jak będzie z dalszym podziałem północ-południe, wschód-zachód? – pytał prowadzący dyskusję europarlamentarzysta Janusz Lewandowski.

    Dodał, że już po poprzednim kryzysie mówiono, iż trzeba przebudować światowy ład gospodarczy. Unia wykonała wiele pracy, ale czy jest ona wystarczająca? Powstała unia bankowa, unia rynków kapitałowych. Carsten Brzeski dopowiedział, że Unia ma jeszcze Europejski Mechanizm Stabilizujący, euroobligacje i fundusz odbudowy. Jego zdaniem przeznaczenie 30-40 proc. środków na transformację cyfrową i „zieloną” to także zmiana gospodarczego pola gry.

    – Ale dziedzictwo pandemii to także rozluźnienie reguł fiskalnych – mówił Janusz Lewandowski.

    Dotychczasowych reguł fiskalnych prawdopodobnie nie da się utrzymać wobec wzrostu zadłużenia rządów i możliwych koniecznych dalszych wydatków na walkę ze skutkami pandemii, gdyż właśnie wzbiera jej „druga fala”.

    – Będziemy mieć większy poziom długu i dyskusję o dostosowaniu Paktu Stabilności i Wzrostu – przewiduje Beata Javorcik, główna ekonomistka Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

    – Prawdopodobnie będziemy mieć dyskusję nad zmianą zasad fiskalnych – dodała Yael Selfin, główna ekonomistka firmy doradczej KPMG w Wielkiej Brytanii.

    Zdaniem Shamika Dhara nie jest wykluczone, że w strefie euro, podobnie jak kilka dekad temu w Japonii, nastąpi trwała stagnacja.

    – Strefa euro jest pod ryzykiem trwałej stagnacji (secular stagnation) i japonifikacji. Powodem jest demografia, skutki poprzedniego kryzysu. (…) Problemem jest popyt, a nie podaż – powiedział ekonomista.

    Beata Javorcik zwracała uwagę, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej powinny wyciągnąć wnioski nie tylko z obecnej sytuacji, ale trwającego już od dekady trendu. Pandemia nastąpiła gdy kraje te wchodziły w gospodarcze spowolnienie. Po poprzednim wielkim kryzysie finansowym z lat 2007-2009 okazało się, że utraciły wcześniejszy wzrost produktywności.

    – Trzeba postawić na wzrost poprzez innowacje. Ale to zależy od jakości instytucji i zarządzania. Tu jest luka – powiedziała.

    Zaproponowała też dwie zasady jak wydawać pieniądze z obfitych pakietów fiskalnych.

    – Budować dzięki nim podstawy przyszłego wzrostu. Troszczyć się o ludzi najbardziej dotkniętych przez pandemię, lecz chronić pracowników, a nie miejsca pracy – powiedziała Beata Javorcik.

    Ale skutki pandemii będą też znacznie dalej idące.

    – Na pewno kryzys spowoduje dyskusję nad nową umową społeczną – powiedziała Beata Javorcik.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • Podsumowanie I dnia X Europejskiego Kongresu Finansowego (12 października 2020)

    O wiarygodności finansowej Polski na arenie międzynarodowej, ryzyku kryzysu bankowego i scenariuszach wyjścia z recesji po pandemii koronawirusa rozmawiali uczestnicy X Europejskiego Kongresu Finansowego podczas pierwszego dnia obrad.

    Chociaż dziesiątą edycję jednego z najważniejszych spotkań ekonomistów w Polsce trzeba było w tym roku w całości przenieść do internetu, nie osłabiło to emocji towarzyszących dyskusjom. Pandemia koronawirusa, która uderzyła w światową gospodarkę, nie oszczędziła bowiem również Polski. Główne pytania – które zadają sobie teraz eksperci – brzmią: Kiedy gospodarka powróci do stanu sprzed pandemii i jak można jej pomóc?

    O tym, że idą czasy wysokiej inflacji, słabszego wzrostu gospodarczego i rosnącego długu, jest przekonany prof. Charles Goodhart, słynny brytyjski ekonomista, od którego wystąpienia rozpoczął się X EKF.

    – Będzie to trudny okres dla banków centralnych, które będą pod presją utrzymywania długo dużo niższych stóp procentowych i jednocześnie będą miały problem z utrzymaniem celu inflacyjnego – dodał prof. Charles Goodhart, emerytowany profesor bankowości i finansów w London School of Economics oraz były członek Komitetu Polityki Pieniężnej, decydującego o stopach procentowych Banku Anglii.

    Podczas dyskusji „Pandemia nie usprawiedliwia błędów…” ekonomiści podkreślali, że Polska nie może pozwolić sobie na utratę wiarygodności na zagranicznych rynkach, np. nieostrożną politykę fiskalną czy brak właściwej komunikacji banku centralnego z rynkiem. Jak zaznaczył prof. Jerzy Hausner, nawet najlepszy plan gospodarczy na wyjście z recesji nie obroni się bez wiarygodności ekonomicznej kraju.

    O tym, że polska gospodarka i finanse skutecznie bronią się przed pogłębieniem problemów wynikających z pandemii przekonywał uczestników X EKF Tadeusz Kościński, Minister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej. Zasugerował on też możliwość uruchomienia kolejnej „tarczy” wspomagającej gospodarkę.

    – Odpowiedzialna polityka to polityka odważna i ekspansywna. Musimy przełamać niepewność sektora prywatnego co do przyszłości. Niepewność, która mogłaby ograniczyć inwestycje i konsumpcję. Chodzi tu o dobrze wycelowany impuls fiskalny – powiedział Tadeusz Kościński w wystąpieniu otwierającym X EKF.

    Co jednak bardzo istotne, ekonomiści obawiają się, że zmagające się ze spowolnieniem rynkowym i nadmiernymi obciążeniami podatkowymi banki będą miały problem z tym, by ponownie stać się kołem zamachowym gospodarki.

    Jak wyliczył prof. Dariusz Filar, w okresie od stycznia do sierpnia 2020 r. aż 10 banków komercyjnych i 10 banków spółdzielczych w Polsce odnotowało straty. To bardzo niepokojące zjawisko, bo każe zadać pytanie, co stanie się, gdy banki zaczną potrzebować wsparcia kapitałowego. Skoro sektor stał się mało atrakcyjny dla inwestorów prywatnych, być może konieczne będzie wsparcie go przez państwo, a to pogłębi proces renacjonalizacji banków.

    W wypowiedziach ekonomistów było słychać sporo niepewności dotyczącej przyszłości gospodarczej Europy po pandemii. Przedstawiciele zagranicznych instytucji finansowych zgadzali się, że wyjście europejskich gospodarek z recesji może potrwać do 2022-2023 r.

    – Bez względu na to, jak szybko poszczególne kraje Europy gospodarczo wrócą do poziomów sprzed wybuchu pandemii, i tak wszyscy będziemy mieli stracone co najmniej dwa lata. Wiele przedsiębiorstw nie przetrwa tego kryzysu, nawet pomimo wprowadzenia szeregu programów pomocowych – podkreślił Stefan Schneider, główny ekonomista niemieckiego Deutsche Banku.

    Dlatego, co również przewijało się w większości dyskusji, potrzebne są intensywne programy inwestycyjne, które przynajmniej częściowo pozwoliłyby zasypać dziurę po pandemii. Kluczowe w tym zakresie mogą okazać się wydatki rządowe.

    – Konstrukcja polityki fiskalnej jest teraz kluczowa. Wielka interwencja fiskalna jest konieczna, a jej skala powinna być taka, jak będzie potrzebna – powiedział Shamik Dhar, główny ekonomista Bank of New York Mellon.

    Z kolei Beata Javorcik, główna ekonomistka z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju zwracała uwagę, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej powinny wyciągnąć wnioski nie tylko z obecnej sytuacji, ale z trwającego już od dekady trendu. Pandemia nastąpiła, gdy kraje te wchodziły w gospodarcze spowolnienie. Tymczasem po poprzednim wielkim kryzysie finansowym okazało się, że utraciły wcześniejszy wzrost produktywności. – Trzeba postawić na wzrost poprzez innowacje. Ale to zależy od jakości instytucji i zarządzania – podkreśliła ekonomistka.

    Swoimi spostrzeżeniami podzielił się też uczestnikami X EKF Zbigniew Jagiełło, prezes banku PKO BP. Podczas spotkania zaprezentował on książkę „Od skarbonki do chmury, czyli historia transformacji PKO BP”, w której opisał transformację PKO BP do dużego i nowoczesnego banku.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • II dzień EKF: Klienci w dobie pandemii. Szybka przeprowadzka do wirtualnego świata

    Pandemia koronawirusa spowodowała wśród klientów gwałtowny wzrost zainteresowania usługami świadczonymi drogą online. Na razie nie ma jednak mowy o tym, by ten kanał mógł całkowicie zastąpić kontakt z doradcą w trakcie osobistego spotkania.

    To wniosek, który można wyciągnąć z wtorkowej dyskusji „Relacje z klientami w dobie przyspieszonej cyfryzacji – kluczowe wnioski z okresu pandemii i nie tylko”, zorganizowanej w ramach X Europejskiego Kongresu Finansowego.

    Jak zaznaczył Maciej Tomczuk, wiceprezes Banku Pekao S.A., podczas wiosennego zamknięcia kraju z powodu pandemii bank odnotował kilkudziesięcioprocentowy wzrost aktywności klientów w kanałach cyfrowych. Obecnie aż około jedna trzecia klientów deklaruje, że ograniczy wizyty w oddziałach.

    Na podobną zmianę w zachowaniu klientów zwrócił też uwagę Artur Kurcweil z PZU S.A. Ubezpieczyciel w okresie pandemii odnotował wyraźne zainteresowanie klientów telemedycyną w ramach usługi PZU Zdrowie. Wyliczył, że udział telemedycyny w strukturze usług PZU Zdrowie skoczył z 15 proc. przed pandemią do około 60 proc. w szczycie lockdownu, a obecnie utrzymuje się na poziomie około 40 proc.

    Z kolei reprezentująca sektor telekomunikacyjny Jolanta Dudek, wiceprezes Orange Polska S.A., zwróciła uwagę, że w okresie pandemii wyzwaniem dla firm stało się sprostanie potrzebom określonych grup klientów. Jako przykład podała część seniorów, którzy nigdy nie mieli do czynienia ze światem wirtualnym, więc obsługa ich w kanałach online stała się praktycznie niemożliwa.

    – Wychodziliśmy im naprzeciw, na przykład przesuwając terminy płatności faktur. Ta prosta zmiana pozwoliła im uniknąć wizyt na poczcie czy w banku, by uniknąć ryzyka zakażenia – podkreśliła Jolanta Dudek.

    Sebastian Ptak z zarządu obecnej na rynku płatności firmy Blue Media S.A. zaznaczył, że pandemia i wiosenny lockdown w Polsce spowodowały, że firmy właściwie z dnia na dzień musiały dostosować się do warunków pracy zdalnej.

    – Na taką skalę, żadna instytucja w Polsce tego wcześniej nie ćwiczyła – podkreślił Sebastian Ptak, wskazując, że dla wielu wyzwaniem okazywało się np. zorganizowanie odpowiedniej liczby laptopów dla pracowników, dostęp do baz danych firmy, czy wreszcie przepustowość internetu.

    Co istotne – jak zauważył Sebastian Ptak – pandemia pokazała, że lata starań o to, by nasza gospodarka poszła w stronę idei „paperless” czy „cashless”, przyniosły pozytywne efekty dla całego społeczeństwa. Już nie chodzi tylko o likwidowanie barier i upraszczanie procedur, ale o nasze zdrowie.

    Uczestnicy debaty zgodzili się jednocześnie, że tak gwałtowne przyspieszenie „przeprowadzki” klientów do świata online nie skończy się całkowitym zastąpieniem przez ten kanał kontaktów z żywym człowiekiem. Klienci zawsze będą mieli potrzebę bezpośrednich spotkań i budowania w ten sposób zaufania do firmy. Nie można o tym zapomnieć.


    Cytat:

    Marek Tomczuk, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao S.A.

    “Polski sektor bankowy jest jednym z najbardziej rozwiniętych cyfrowo na świecie. To bardzo ważny atut na nadchodzące czasy. Banki bardzo mocno pilnują kwestii bezpieczeństwa, ale też zapewniają klientom wygodę i zachęcają do korzystania z kanałów cyfrowych. Jednocześnie bardzo wierzę w podejście omnikanałowe – to klient powinien móc decydować, gdzie zaczyna, kontynuuje i kończy operację.”

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • II dzień EKF: Zielony Ład to zmiana strategii dla gospodarki

    Prawdopodobnie od przyszłego roku Polska będzie dysponowała kwotą ok. 30 mld zł rocznie na „zielona transformację” tylko z unijnych środków. Ale to za mało w stosunku do potrzeb. Konieczne jest zaangażowanie prywatnych inwestorów – twierdzą uczestnicy debaty na temat roli sektora bankowego w „zielonej transformacji” podczas odbywającego się zdalnie X Europejskiego Kongresu Finansowego.

    Jarosław Rot, dyrektor zarządzający w banku BNP Paribas, odpowiedzialny za obszar zarządzania aktywami i pasywami oraz skarbu wylicza, że z ponad 1,8 biliona euro unijnego budżetu na lata 2021-2027 oraz Funduszu Odbudowy Polska może uzyskać 170 mld euro, co daje 24 mld euro rocznie. Przy założeniu, że co najmniej 30 proc. środków ma być poznaczone na zieloną transformację, daje to ok. 30 mld zł rocznie. Kwota jest nieporównywalna z dotychczasowymi „zielonymi inwestycjami” w Polsce.

    Bo przez ostatnie siedem lat osiągnęły one wartość 48 mld zł, choć – jak przyznaje Jarosław Rot – przyspieszały. W 2018 roku było to już 16 mld zł, z czego 10 mld zł z sektora prywatnego.

    Na razie kredyty na „zielone inwestycje” stanowią 3-4 proc. portfeli kredytowych polskich banków, gdy w całej grupie BNP Paribas jest to już 180 mld euro. Pieniądze publiczne – choć bardzo duże – mają być jednak tylko zachętą dla inwestycji sektora prywatnego. Służą też ograniczaniu jego ryzyka. Dlatego współpraca pomiędzy sektorem prywatnym i publicznym jest konieczna.

    – Ile Polska nie uzyska środków na wsparcie inwestycji “zielonych”, pozostanie kwestia ich wykorzystania. Widzimy dużą potrzebę wypracowania standardów współpracy strony publicznej i strony prywatnej – powiedział Jarosław Rot.

    – Trzeba rozmawiać z sektorem finansowym o tym, jak lepiej dostosować narzędzia, i jak lepiej je wdrażać. Chodzi o to, żeby spowodować, że właściwe środki trafią do właściwych miejsc – dodał Łukasz Kolano, dyrektor zarządzający Global Compact Network Poland.

    Powiedział, ze instytucja ta wypracowała już wiele standardów takiej współpracy i zarówno banki jak instytucje publiczne mogą je w łatwy sposób wykorzystywać.

    Przedstawiciele Banku Światowego, który jako pierwszy na świecie wyemitował „zielone obligacje” oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju mówią, że wspieranie „zielonych inwestycji” będzie dla tych międzynarodowych instytucji finansowych priorytetem.

    – Bank Światowy będzie wspomagał programy ochrony środowiska w Polsce. Zmiana gospodarcza, ograniczenie emisji zanieczyszczeń będzie wymagało finansowania na setki miliardów złotych i trzeba zaangażować w to także inwestorów prywatnych – powiedział Marcus Bernhard Heine, przedstawiciel Banku Światowego na Polskę i kraje bałtyckie.

    – Zielone finansowanie było priorytetem banku od powstania, czyli od niemal 30 lat. Na koniec 43 proc. naszego finansowania było „finansowaniem zielonym”, a w Polsce niemal dwie trzecie finansowania EBOR przeznacza na takie inwestycje – dodał Grzegorz Zieliński, dyrektor regionalny w EBOR.

    „Zielony Ład” to jednak równocześnie całkowita zmiana strategii gospodarczej, a co za tym idzie także – strategii finansowych i inwestycyjnych. Wynika on z przeświadczenia, że zniszczenie naszej planety zagraża już istnieniu na niej życia, co przejawia się w zmianach klimatycznych, a zasoby, które człowiek mógł pozyskać już się kończą. Początek zmian już nastąpił, ale wiceprezes GPW Benchmark Aleksandra Bluj przewiduje, że doprowadzą one do tego, iż zupełnie inaczej będziemy mierzyć i liczyć PKB.

    – Jest wiele miar, jak PKB, które muszą się zmienić – powiedziała Aleksandra Bluj podczas Kongresu.

    – Są koszty, które nigdzie nie są wliczone i nie są zaraportowane, takie jak jakość powietrza, śmiertelność – dodał Łukasz Kolano.

    Najważniejszą kwestią jest teraz taksonomia, czyli – w dużym uproszczeniu – zestaw kryteriów pozwalających odróżnić, które inwestycje są naprawdę „zielone”, czy też szerzej – odpowiedzialne społecznie, a które takie jedynie udają. Nad taksonomią związaną z „Zielonym Ładem” pracują instytucje europejskie.

    – Zarówno taksonomia jak i polityka inwestycyjna będą absolutnie krytyczne dla funkcjonowania zielonej gospodarki w przyszłości – powiedział Grzegorz Zieliński.

    Sektor finansowy natomiast musi wypracować swoje zasady oceny ryzyka związane z inwestycjami odpowiedzialnymi społecznie, ich finansowaniem oraz oceną instrumentów finansowych.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • II dzień EKF: Inwestycje a odbudowa gospodarki po kryzysie. Potrzebujemy planu

    Ponad 8-proc. spadek PKB, inwestycje przedsiębiorstw w dół o ponad 15 proc., a gospodarstw domowych - o 25 proc. - wyniki polskiej gospodarki za drugi kwartał nie napawają optymizmem. Istnieje ryzyko długotrwałej recesji.

    Eksperci, którzy wzięli udział we wtorkowej debacie „Inwestycje a odbudowa gospodarki po kryzysie” w ramach 10. Europejskiego Kongresu Finansowego, zakładają, że Polska jeszcze długo będzie zmagać się z gospodarczymi skutkami pandemii koronawirusa. Wcześniejsze prognozy, które mówiły o szybkim odbiciu po mocnym spadku w wyniku wiosennego lockdownu, są już nieaktualne.

    – Zagrożenie trwałej recesji istnieje. Skutki epidemii nie będą ani krótkotrwałe, ani przejściowe. Zakładamy brak oznak ożywienia i brak dodatniej dynamiki inwestycji gospodarstw domowych przez kolejnych osiem kwartałów. Długo poczekamy również na wzrost inwestycji przedsiębiorstw – powiedziała podczas debaty Anna Gomola z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, współautorka publikacji „Inwestycje i odporność gospodarcza. Wyzwania dla Polski”, zaprezentowanej podczas 10. EKF.

    – W trzecim kwartale mieliśmy wrażenie, że gospodarka odbudowuje się zwłaszcza w sferze konsumpcji. Jednak ostatnie dni września i październik potwierdzają, że konsumpcja się nie podnosi. Oznacza to, że trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do optymizmu związanego z przyszłością naszej gospodarki – podkreślił prof. Wojciech Paprocki ze Szkoły Głównej Handlowej.

    Ekonomiści podkreślali w debacie, że Polsce potrzebny jest jasny plan wychodzenia z recesji, ze szczególnym uwzględnieniem inwestycji.

    – Potrzebujemy planu gospodarczego na odbudowanie zdolności do inwestowania w tych sektorach, które mają utrzymać konkurencyjność. Wsparcie powinno być skierowane tam, gdzie istnieje nasz największy potencjał – podkreślił prof. Jerzy Hausner, przewodniczący Rady Programowej OEES, dodając, że inwestycje publiczne nie mogą być jedynym filarem wsparcia gospodarki.

    Jednocześnie zaznaczył, że Polskę czeka podjęcie wysiłku znaczącej restrukturyzacji przedsiębiorstw. A instytucje państwowe powinny wspomóc ten proces zwłaszcza w tych sektorach, które są szczególnie wrażliwe na obecną sytuację na świecie. To chociażby dotychczas silne i skupione na eksporcie gałęzie przemysłu, jak przemysł motoryzacyjny, meblowy czy farmaceutyczny.

    Obecny w debacie Andrzej Kopyrski z Polskiego Funduszu Rozwoju wskazał, że receptą na odbicie w inwestycjach będzie ścisła współpraca instytucji państwowych z bankami. Jego zdaniem państwo powinno wspierać inwestycje długoterminowe i zdejmować z projektów część ryzyka, by zachęcić banki do udziału w nich i tym samym powrotu na ścieżkę napędzania gospodarki.

    Publikację „Inwestycje i odporność gospodarcza. Wyzwania dla Polski” można znaleźć na stronie EKF: https://www.efcongress.com/wp-content/uploads/2020/10/Inwestycje-i-odpornosc-gospodarcza_do-internetu.pdf

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • II dzień EKF: Polskie banki nie wypadły ze światowej cyfrowej ekstraklasy

    Choć polskim bankom wieje wiatr w oczy, ich zyski gwałtownie spadają, nie wypadły ze światowej ekstraklasy – potwierdza globalny raport firmy doradczej Deloitte zaprezentowany podczas odbywającego się zdalnie Europejskiego Kongresu Finansowego. Ale klienci cyfrowi, których od wybuchu pandemii przybywa, mogli by robić wszystko prościej i łatwiej.

    Firma Deloitte przeprowadziła ogólnoświatowe badanie pokazujące jak banki wprowadzają usługi cyfrowe. Wzięło w nim udział 318 instytucji, w tym 13 z Polski. Najważniejsza wiadomość jest taka, że w trzydziestce liderów znalazło się pięć polskich banków. Nasze banki zostały wyprzedzone jedynie przez instytucje z Turcji, Hiszpanii i Belgii, a jesteśmy krok przed Singapurem.

    – Pięć polskich banków znalazło się wśród cyfrowych liderów w badaniu obejmującym całą drogę klienta od otwarcia rachunku, aż do zakończenia współpracy – powiedział podczas Kongresu prezentując raport Michael Wodzicki, partner w Deloitte.

    Badanie obejmuje nie tylko największą liczbę instytucji na świcie, ale też najwięcej procesów, z jakimi tylko może mieć do czynienia klient banku. Sprawdzono jak łatwo mu dokonać ponad 1000 różnych czynności. A więc zapłacić, zaciągnąć kredyt, kupić ubezpieczenie i setki innych.

    Okazało się, że polskie banki nie tylko nie zostały z tyłu stawki, ale powiększyły przewagę w bankowości internetowej i mobilnej. Zwiększyły dostępne funkcjonalności o 6 punktów procentowych, gdy na świecie przeciętnie banki zwiększyły je o 5 punktów proc. W bankowości internetowej Polska jest wyraźnie lepsza, bo dostępnych jest 47 proc. z możliwych funkcjonalności, gdy przeciętnie na świecie jest to 40 proc. W mobilnej – dostępnych jest 28 proc., a średnia światowa wynosi 26 proc.

    – Największych inwestycji instytucje dokonują teraz w bankowości mobilnej. Polskie banki wyprzedzają światową średnią jeśli chodzi o „cyfrowe ścieżki” klienta – powiedział Michael Wodzicki.

    Badanie pokazało także, że liderzy bankowości cyfrowej to instytucje bardziej rentowne od pozostałych. Na świecie banki należące do tej grupy mają zwrot z kapitału (wskaźnik ROE) wyższy od pozostałych o 1,9 punktu proc., a w Polsce o 1 pkt proc. Mają też niższe koszty w relacji do dochodów – na świecie o 4 pkt proc., a w Polsce o 3,7 pkt proc.

    Raport zidentyfikował w polskiej bankowości także niedociągnięcia. Polskim instytucjom wprawdzie znakomicie idzie zakładanie zdalne rachunków i lokat, ale w poszerzaniu relacji z klientem odstają już od światowej średniej w dół. Gorsze są w łatwości i szybkości dostarczania kredytu, a także w sprzedaży ubezpieczeń. Dlatego w niektórych procesach klient idzie wprawdzie po ścieżkach cyfrowych, ale nieco wyboistych.

    – Potencjalną poprawę widzimy jeszcze w doświadczeniu klienta z korzystania z bankowości cyfrowej. Chodzi o to, żeby łatwo było przejść przez wszystkie ścieżki. Można na przykład klientom lepiej pomagać, gdy popełniają błędy – mówił Michael Wodzicki.

    Jak wybuch pandemii zmienił bankowość? Bardzo i to na całym świecie. Aż 60 proc. banków skróciło pracę w oddziałach, a były też takie, które je zamknęły. Wniosek stąd prosty – klienci zostali przeniesieni do bankowości cyfrowej. Ponad jedna trzecia banków postanowiła o pełnym wdrożeniu procesów cyfrowych właśnie w czasie pandemii.

    – Widzieliśmy jak dużo naszych klientów przeniosło się do płatności bezgotówkowych – powiedział Marcin Giżycki, wiceprezes banku ING BŚ.

    – W naszym banku liczymy jak wiele procesów wykonanych jest cyfrowo. W momencie lockdownu ten wskaźnik osiągnął prawie 100 proc. Postanowiliśmy, że wszystkie procesy muszą mieć swój wariant cyfrowy, bo w przeciwnym wypadku zostaje długi ogon procesów nie do końca cyfrowych. Projekty zamykania tej luki się rozpoczęły, a wiele zostało zrealizowanych – mówił Jacek Iljin, dyrektor zarządzający w mBanku.

    – Pandemia pokazała, że bardzo ważne jest utrzymywanie kontaktów z klientami, mimo że ruch w oddziałach spadł o ponad 50 proc. – dodał Andrzej Pyka, dyrektor transformacji bankowości detalicznej w Santander Bank Polska.

    Pewne jest, że banki będą ze sobą konkurować poprzez rozszerzanie czynności możliwych do wykonania zdalnie i poprzez kanały cyfrowe. Będą dążyć do tego, żeby klient nie musiał ani raz postawić nogi w oddziale. Tak zresztą już się dzieje, bo bankowcy mówią, że niektórych klientów zakładających rachunek przez aplikację ani raz w oddziałach nie widziano.

    – Okres pandemii pokazał, że musimy (…) przyspieszyć. (…) Widzimy powiązanie pomiędzy dojrzałością kanałów cyfrowych a rentownością banku – powiedział Andrzej Pyka.

    – Przyszłością jest bankowość mobilna i to kwestia czasu. (…) Banki stają się jednymi z największych inwestorów w technologie – powiedział Michael Wodzicki.

    Ale przyszłość, jaką ma przed sobą bankowość cyfrowa nie oznacza ani masowego zamykania oddziałów, ani też śmierci innych „tradycyjnych” sposobów kontaktu z bankami już teraz. Na to trzeba będzie poczekać jeszcze lata.

    – Liczba interakcji, które ciągle trafiają do contact centre czy do placówek jest wciąż ogromna. Dlatego trudno jest dziś przewidzieć, kiedy nastąpi moment zamknięcia tradycyjnych kanałów – powiedział Jacek Iljin.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • II dzień EKF: Rynek kapitałowy wobec kryzysu gospodarczego. Niskie oprocentowanie depozytów sprzyja szukaniu zysków na giełdzie

    Przywrócenie zaufania do rynku kapitałowego pozostaje jednym z podstawowych wyzwań dla jego uczestników. Zainteresowaniu inwestorów indywidualnych lokowaniem oszczędności na giełdzie sprzyja jednak rekordowo niskie oprocentowanie lokat w bankach.

    O wyzwaniach stojących przed polskim rynkiem kapitałowym w czasie kryzysu po wybuchu pandemii koronawirusa dyskutowali eksperci podczas debaty „Rynek kapitałowy wobec kryzysu gospodarczego”, zorganizowanej drugiego dnia 10. Europejskiego Kongresu Finansowego.

    Chociaż po wiosennym załamaniu notowań akcji na warszawskiej giełdzie można było zauważyć wyraźny wzrost liczby nowych rachunków maklerskich, nie oznacza to, że ta zmiana będzie trwała. Nowi inwestorzy indywidualni pojawili się na rynku przede wszystkim dlatego, że skusiły ich przecenione akcje.

    – Inwestowanie jest dziś dużo łatwiejsze. Inwestorzy mają bardzo szeroki dostęp do informacji. Jednak bez przywrócenia pełnego zaufania do rynku kapitałowego trudno oczekiwać, że ten wzrost zainteresowania inwestowaniem okaże się trwały – powiedział Rafał Mikusiński, wiceprzewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.

    Wskazał też, że o przyszłości rynku kapitałowego zdecydują też programy emerytalne (Pracownicze Plany Kapitałowe), które są obecnie wdrażane w przedsiębiorstwach i dla wielu osób będą pierwszym spotkaniem z inwestowaniem.

    – Niestety po reformie OFE z 2014 roku miliardy złotych odpłynęły z giełdy, bo fundusze emerytalne pozbywały się akcji. Wtedy wielu inwestorów rozczarowało się rynkiem kapitałowym – przyznał Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

    Z kolei Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, zauważyła z kolei, że w porównaniu do innych krajów Europy cele inwestycyjne Polaków rzadziej skupiają się na przyszłej emeryturze, a częściej na celach bardziej krótkoterminowych.

    Uczestnicy debaty podkreślali, że w okresie rekordowo niskich stóp procentowych w Polsce i tym samym niskiego oprocentowania depozytów w bankach Polacy będą szukać alternatywnych sposobów inwestowania. Pytanie tylko, czy instytucjom finansowym uda się zainteresować ich swoją ofertą inwestycyjną.

    – W okresie pandemii niezwykle istotne jest edukowanie klientów detalicznych i duża w tym rola właśnie instytucji finansowych. Inwestorzy mają zwykle tendencję do poszukiwania „złotych strzałów”, co zwykle kończy się źle. Powinniśmy jak najwięcej tłumaczyć zasady funkcjonowania rynku kapitałowego, by ludzie rozumieli, co się na nim dzieje – podkreślił Jakub Papierski, wiceprezes PKO BP.

    Eksperci prognozują, że polski rynek kapitałowy po okresie turbulencji związanych z pandemią czeka perspektywiczna przyszłość. Impulsem do powrotu dla inwestorów indywidualnych stały się niskie stopy procentowe i wzrost oszczędności. Warto jednak pamiętać o tym, by zachęcać spółki do szukania finansowania na rynku kapitałowym.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • II dzień EKF: Bankom nie będzie łatwo podnosić opłaty

    Co zrobić, żeby bankowość była warta swojej ceny? – zastanawiali się uczestnicy odbywającego się zdalnie X Europejskiego Kongresu Finansowego. Zyski banków spadają, kurczą się ich przychody z odsetek – więc może podnosić opłaty i prowizje? A w ogóle – czy bankowość w Polsce jest droga?

    Trzeba przyznać, że banki przespały naprawdę dobry moment na przekonanie klientów, że powinni za „bankowość za darmo” płacić im całkiem przyzwoite pieniądze. Każdy z klientów banku, jeśli jest w odpowiednim wieku, pamięta jak kilkanaście lat temu, kiedy akurat lało, wiało, a miasto było zatkane przez korki, musiał iść do banku, żeby załatwić jakąś zapomnianą płatność – ubezpieczenie mieszkania, czesne za szkołę, ratę kredytu.

    Wyprawa trwała – licząc odstanie w kolejce w oddziale – ze dwie godziny, bank pobierał za to dodatkowo 10 zł, ale klient wracał do domu szczęśliwy, że jednak się udało i nikt mu nie zaciśnie pętli na szyi.

    Banki mogły wtedy przedstawić swoim klientom piękną wizję. Siedzisz sobie wygodnie, w miękkich bamboszach, otwierasz peceta laptopa, lub głaszczesz smartfona, logujesz się w prosty sposób, kilka razy klikasz i opłata załatwiona. Oszczędzasz dwie godziny swojego życia, zdrowie, paliwo, środowisko, a wszystko zajmuje parę minut i jest zupełnie bezstresowe. Ale nie zrobiły tego. Dały nam bankowość internetową, a potem mobilną za darmo. I jeszcze nauczyły wybrzydzać.

    Mówiąc serio – teraz banki wiedzą, że taka okazja już się nie powtórzy. A właśnie teraz stanęły pod ścianą. Niskie stopy procentowe powodują załamanie wyniku odsetkowego. Kryzys uderzy w spłacalność kredytów, czyli jakość portfela. Zyski topnieją i będą coraz bardziej topnieć. Ich największy problem, to jak wytłumaczyć klientom, żeby chcieli za korzystanie z usług bankowych płacić.

    – Teraz w obliczu pogarszającej się sytuacji, spadku wyniku odsetkowego i drastycznych kosztów ryzyka, banki będą musiały rekompensować sobie to opłatami i prowizjami – mówił podczas Kongresu Wiktor Witkowski, menager w firmie doradczej PwC, prezentując raport dotyczący stosunku klientów polskich banków do ceny, jaką płacą za usługi.

    Ale nie będzie to łatwe, choć – wbrew powszechnym przeświadczeniom – bankowość w Polsce droga nie jest. PwC zbadała przeciętną cenę, jaką klienci płacą za usługi bankowe i okazało się, że Polska jest czwartym najtańszym krajem w Unii pod tym względem. Ale polscy klienci są mocno wrażliwi na cenę.

    Dotknięte znacznie dłuższym okresem „zerowych stóp” niż polskie instytucje, banki w strefie euro próbowały już odrobić tę lekcję. Od kilku lat stopniowo na opłatach i prowizjach od klientów zarabiają coraz więcej. Ale polskim bankom udaje się to dużo gorzej, a ich wynik z opłat i prowizji także się obniża. Zasypanie „dziury” jaka powstała w wyniku odsetkowym opłatami pobieranymi od klientów będzie prawdopodobnie niemożliwe.

    – Podniesienie cen na tyle, żeby zrekompensować ubytek wyniku odsetkowego nigdzie się nie udało – mówiła podczas Kongresu Aleksandra Sroka-Krzyżak, dyrektor Departamentu Strategii w PKO Banku Polskim.

    Wbrew pozorom grupa klientów najbardziej wrażliwych na cenę nie jest bardzo duża, bo jest ich tylko 13 proc. Odpowiadają oni za 15 proc. przychodów banków. Ale dotyczy to opłat podstawowych, w głównym banku. Bo już 30 proc. Polaków korzysta z usług więcej niż jednego banku.

    Sytuacja się zmienia, kiedy nie chodzi tylko o podstawowe usługi, takie jak prowadzenie rachunku, a do tego karta płatnicza. Kiedy szukamy kredytu hipotecznego konsumpcyjnego, czy próbujemy ulokować pieniądze, szukamy do skutku w ofertach różnych banków.

    – Gdy klienci wybierają produkty, są już dużo bardziej skoncentrowani na cenie – mówił Wiktor Witkowski.

    Klienci reagują w dodatku bardzo źle na wszelkie zmiany w tabelach opłat i prowizji. Gdy bank podnosi cenniki swoim klientom, ich gotowość do zmiany banku rośnie natychmiast trzykrotnie. Taki ruch powoduje też, że natychmiast spływa czterokrotnie więcej reklamacji i skarg. To także wiąże ręce instytucjom kredytowym.

    – Zmieniając cenę trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie zepsuć relacji z klientem – mówił Wiktor Witkowski.

    Niemniej banki będą robiły co tylko możliwe, żeby opłaty podnosić.

    – Czeka nas odwrócenie trendów w niskich opłatach w bankowości – dodał.

    Wiceprezes mBanku Adam Pers zwraca uwagę, że zastąpienie procesów „ręcznych” i „papierowych” w pełni cyfrowymi daje kilkukrotne oszczędności dla banków. Tu cały czas jest jeszcze sporo do zrobienia zamiast podnoszenia cen za usługi. Ale digitalizacja musi być prowadzona konsekwentnie – nie może być tak, że klient może wypełnić na stronie internetowej formularz, który potem zostanie wydrukowany i będzie krążył pomiędzy biurkami.

    Dodaje też, że spadek oprocentowania kredytów stworzył okazję dla banków, by klientów przekonać do akceptacji innych opłat.

    – Uzysk na kredycie jest tak duży, że nawet jeśli płacę za kartę to i tak zyskuję – mówił.

    Marcin Giżycki, wiceprezes ING BŚ uważa, że wprowadzanie cyfrowych procesów może być tańsze zarówno dla banków, jak też ich klientów. Ale bank powinien podpowiadać najbardziej korzystne zachowania klientom właśnie poprzez kształtowanie cenników.

    – Musimy podnosić ceny produktów, ale proponować też tańszą alternatywę – powiedział.

    Andrzej Pyka, dyrektor transformacji bankowości detalicznej w Santander Bank Polska uważa, że najważniejsze jest, aby bank podnosił ceny usług w dialogu z klientem pozwalającym pokazać mu ich wartość. Bo od tego, jak klient postrzega usługi, zależy jego akceptacja ceny. Na uwagę, że dialog z klientem z punktu widzenia banku jest drogi, odpowiada:

    – To jest drogie, ale konieczne, żeby branża bankowa się nie skomodytyzowała.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • Podsumowanie II dnia X Europejskiego Kongresu Finansowego (13 października 2020)

    Pandemia koronawirusa zmieniła podejście Polaków nie tylko do pracy w trybie home office, ale też do kontaktów z instytucjami finansowymi oraz do inwestowania - o tym, jak nadążyć za tymi zmianami dyskutowali eksperci podczas drugiego dnia obrad X Europejskiego Kongresu Finansowego. Nie zabrakło też rozmów o „zielonej transformacji” oraz nowych prognozach gospodarczych.

    I właśnie te prognozy dla polskiej gospodarki nie napawają optymizmem. Ekonomiści, którzy spotkali się w debacie o inwestycjach i odbudowie gospodarki po kryzysie, zaznaczyli, że istnieje ryzyko długotrwałej recesji w Polsce. Raczej nie ma już mowy o dynamicznym odbiciu, które było często prognozowane jeszcze na początku pandemii.

    Oznacza to, że zarówno firmy, jak i gospodarstwa domowe będą wstrzymywać się z inwestycjami, hamując wzrost gospodarczy. W tej sytuacji – jak apelował prof. Jerzy Hausner – potrzebujemy jasnego planu gospodarczego, który skupi się na wsparciu inwestycji w tych sektorach, które mają największy potencjał w naszej gospodarce. To np. branże, które od lat są motorem napędowym polskiego eksportu (np. przemysł meblowy).

    Na istotne dla inwestorów skutki pandemii zwrócili z kolei uwagę uczestnicy debaty o rynku kapitałowym w okresie kryzysu. Wskazywali, że rekordowo niskie stopy procentowe, a tym samym oprocentowanie depozytów w bankach zachęcają Polaków do szukania zysków na rynku kapitałowym. Wyzwaniem wciąż pozostaje jednak przywrócenie pełnego zaufania do niego.

    Jak zauważył Rafał Mikusiński, wiceprzewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, bez przywrócenia pełnego zaufania do rynku kapitałowego trudno oczekiwać, że ten wzrost zainteresowania inwestowaniem okaże się trwały.

    Eksperci skupili się też na przyszłości dużych firm (m.in. z branży finansowej) w nowej rzeczywistości. W rozmowach podkreślali, że klienci wiosną bardzo szybko przeszli w tryb online i wiele wskazuje na to, że już ta forma kontaktów z usługodawcą będzie dla nich kluczowa. Istotną zmianą będzie np. to, że wielu klientów na stałe ograniczy wizyty w oddziałach banków i przeniesie się do świata wirtualnego. O tym, jak dużym będzie to wyzwaniem rozmawiali przedstawiciele instytucji finansowych oraz telekomów podczas debaty o relacjach z klientami w dobie przyspieszonej przez pandemię cyfryzacji.

    Polskim bankom sprzyja to, że pomimo pandemii i gwałtownego spadku zysków wciąż pozostają w światowej ekstraklasie pod względem cyfryzacji. Zaprezentowany podczas X EKF raport firmy Deloitte pokazał, że w pierwszej pod względem zaawansowania cyfrowego trzydziestce banków na świecie aż pięć jest z Polski.

    Podczas drugiego dnia debat nie zabrakło też miejsca dla bardzo ważnego tematu, jakim jest „zielona transformacja”. Prawdopodobnie od przyszłego roku Polska będzie dysponowała kwotą około 30 mld zł rocznie na „zielona transformację” tylko z unijnych środków. Ale to za mało w stosunku do potrzeb. Uczestnicy debaty na ten temat zgodzili się, że konieczne będzie zaangażowanie prywatnych inwestorów.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • III dzień EKF: Jak banki mogą pomóc gospodarce w czasach zarazy

    Restrukturyzacje, upadłości, windykacja – to dopiero przed nami. Ale banki już spodziewają się, że firmy dotknięte przez kryzys będą mieć kłopoty ze spłatą kredytów. Trzeba działać już teraz – mówili specjaliści od restrukturyzacji podczas odbywającego się zdalnie X Europejskiego Kongresu Finansowego. Bo bank wielu klientom może pomóc, a przy tym nie musi stracić.

    – Z powodu kryzysu wiele firm wymaga restrukturyzacji operacyjnej. Mogą wiele zrobić, żeby obniżyć koszty magazynowania, dostaw, zakupów. Staramy się wchodzić jak najwcześniej, gdy już są pierwsze sygnały ostrzegawcze. Coraz więcej banków otwiera wydziały wczesnej restrukturyzacji. To działa – mówiła podczas EKF Anna Markowska, dyrektor departamentu restrukturyzacji mBanku.

    Na razie dane o postępowaniach restrukturyzacyjnych czy upadłościowych są optymistyczne – wynika z danych firmy doradczej EY przedstawionych podczas Kongresu przez partnerkę w EY Law Magdalenę Kasiarz. Do końca sierpnia było ich zaledwie o kilkadziesiąt więcej niż w całym zeszłym roku.

    – Nie ma skoku. (…) To nie są jeszcze restrukturyzacje pandemiczne, wynikają z problemów, które były już dużo wcześniej – powiedziała Magdalena Kasiarz.

    Ale banki nie mają już wątpliwości, że do takich restrukturyzacji dojdzie i tworzą rezerwy na oczekiwane straty. Do tej pory zrobiły już odpisy większe niż w całym zeszłym roku i dwa razy wyższe niż średnia w zeszłym roku. Niewielka liczba restrukturyzacji i upadłości to także efekt „tarcz” antykryzysowych, w wyniku których do przedsiębiorstw trafiło ponad 130 mld zł.

    – Trochę czasu udało się kupić – mówił Janusz Miszczak, partner w EY.

    Na stosunkowo małą liczbę restrukturyzacji i upadłości wpłynęły też moratoria na spłaty kredytów, czyli „wakacje kredytowe”. Tadeusz Białek, wiceprezes Związku Banków Polskich podaje, że banki udzieliły ich 1 mln 50 tys., w tym 100 tys. dla przedsiębiorstw. Ale 950 tys. udzielonych zostało w marcu i kwietniu, więc właśnie się kończą. Europejski Urząd Nadzoru Bankowego na razie nie dał żadnego sygnału, że ma na uwadze wydłużenie moratoriów.

    – Wydłużyliśmy finansowania, które zapadały w kolejnych miesiącach. Szykowaliśmy się na kataklizm, ale przez pierwszą falę przeszliśmy bardzo łagodnie – podsumował operację wysyłania kredytów „na wakacje” Dariusz Odzioba, dyrektor pionu relacji z klientami korporacyjnymi w PKO Banku Polskim.

    Z drugiej strony reforma sądownictwa spowodowała lawinowy wzrost zatorów orzeczniczych w sądach, także w sprawach restrukturyzacyjnych i upadłościowych. Na rozstrzygnięcie czeka ponad 27 tys. postępowań, a sądy z powodów zagrożenia epidemicznego pracują teraz wolniej.

    Ministerstwu Sprawiedliwości jeszcze przed pandemią nie zależało na wprowadzeniu unijnej dyrektywy „drugiej szansy”, która uprościłaby i przyspieszyła takie postępowania, jak to stało się w innych krajach.

    – Na dobrą legislację będziemy musieli jeszcze poczekać – przewiduje Tadeusz Białek.

    Tymczasem niewydolność sądownictwa będzie szczególnie dotkliwa w czasach kryzysu. Chodzi o zabezpieczenia, które będą traciły z czasem na wartości. Będzie to miało opłakane skutki i dla wierzycieli i dla dłużników. Jakie?

    – Opóźniające się postępowania wpływają na możliwość realizacji zabezpieczeń. Wierzytelności będą spłacane w dłuższym okresie, a wysokość zaspokojenia będzie mniejsza. Wyceny nieruchomości spadają, więc jest ryzyko związane z faktem, że 100 proc. zabezpieczeń może nie być zrealizowane. Zabezpieczenia aktywów ruchomych straciły na wartości, aktywa przedsiębiorstw też będą dużo mniej warte – wylicza Magdalena Kasiarz.

    Banki muszą wziąć sprawy w swoje ręce, zanim pójdą do sądu i wykazać się elastycznością w negocjacjach z klientami.

    – Stawiamy na restrukturyzację przedsądową. Opartą na zasadach dobrych praktyk Związku Banków Polskich i szczerej rozmowie z klientem – mówiła Anna Markowska.

    Pandemia wybuchła, kiedy polska gospodarka wyraźnie traciła rozpęd. Przyczyniła się do pogorszenia sytuacji wielu przedsiębiorstw, które już wcześniej wymagały interwencji. Obnażyła słabość wielu biznesów, które już się chwiały. Na razie wnioski o restrukturyzację lub o upadłość dotyczą głównie tych, które już wcześniej słabły.

    – Nie jest naszym celem stawianie wniosków o upadłość. Ale jeśli nie ma dialogu z klientem, nie mamy wyboru – powiedział Dariusz Odzioba.

    Dla wielu firm pandemia stworzyła unikalną szansę do restrukturyzacji, zmiany modelu biznesowego, operacyjnego, wprowadzania technologii.

    – Mamy bardzo dużo klientów, którzy wykorzystują fundusze i nadpłynność na transformację technologiczną, zmianę modelu operacyjnego, dostosowanie się do zmian rynku i preferencji konsumentów. Mam nadzieję, że wielu przedsiębiorców skorzysta z przyspieszonej transformacji z duży sukcesem – powiedziała Magdalena Kasiarz.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
  • Podsumowanie III dnia X Europejskiego Kongresu Finansowego (14 października 2020)

    Na rozmowach o przyszłości przedsiębiorstw, kondycji banków oraz budowaniu oszczędności przez Polaków skupili się uczestnicy debat podczas ostatniego dnia X Europejskiego Kongresu Finansowego.

    Pandemia koronawirusa, która wywołała globalną recesję, mocno uderzając również w polską gospodarkę, będzie miała również wpływ na kondycję banków. Te już tworzą rezerwy w oczekiwaniu na przyszłe straty spowodowane kłopotami wielu przedsiębiorstw. To jeden z wniosków, który przewijał się podczas debat w trakcie X EKF.

    Tym razem eksperci zaproszeni przez EY do udziału w debacie na temat wyzwań dla sektora bankowego w związku z rosnącą liczbą restrukturyzacji przedsiębiorstw ocenili, że o ile na razie nie mamy do czynienia z masowymi bankructwami firm, to trzeba się przygotować na gorsze czasy. Dotychczasowy, stosunkowo niewielki wzrost liczby restrukturyzacji w 2020 r. to m.in. efekt „tarcz” antykryzysowych, w wyniku których do przedsiębiorstw trafiło ponad 130 mld zł. Na to nałożyła się polityka banków, które często decydowały o udzielaniu firmom wakacji kredytowych.

    – Wydłużyliśmy finansowania, które zapadały w kolejnych miesiącach. Szykowaliśmy się na kataklizm, ale przez pierwsza falę przeszliśmy bardzo łagodnie – podkreślił Dariusz Odzioba, dyrektor pionu relacji z klientami korporacyjnymi w PKO BP.

    Druga fala pandemii jeszcze wystawi jednak na próbę wiele przedsiębiorstw na próbę. Dlatego banki przygotowują się na ten czas, zawiązując rezerwy – do tej pory zrobiły już odpisy większe niż w całym ubiegłym roku.

    Cięcia stóp procentowych w Polsce w okresie pandemii spowodowały też spadek oprocentowania lokat w bankach do rekordowo niskich poziomów. To postawiło w trudnej sytuacji Polaków odkładających oszczędności na depozytach – po uwzględnieniu wskaźnika inflacji te środki tracą bowiem na realnej wartości.

    Nad przyszłością oszczędzających w tym kontekście zastanawiali się uczestnicy debaty zorganizowanej przez KPMG o budowaniu oszczędności Polaków i wyzwaniach wynikających z pandemii.

    – Przed nami lata niskich stóp procentowych. To olbrzymie wyzwanie dla banków i oszczędzających. Na razie Polacy ciągle są w szoku i zaczynają szukać alternatyw na lokowanie oszczędności – powiedział Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista banku Pekao S.A.

    Eksperci przyznawali, że chociaż widać większe zainteresowanie rynkiem kapitałowym (np. w postaci przyrostu liczby rachunków maklerskich i napływu środków do funduszy inwestycyjnych), to jednak jest jeszcze zbyt wcześnie, by wyciągać z tego szersze wnioski. Tym bardziej, że zainteresowanie Pracowniczymi Planami Kapitałowymi nie jest duże.

    Tymczasem wszyscy powinni myśleć o budowaniu oszczędności z myślą o przyszłej emeryturze. Przed nami długa droga – według przytoczonych podczas debaty danych tylko 11 proc. Polaków w momencie przejścia na emeryturę na zgromadzone oszczędności w kwocie wyższej niż 100 tys. zł.

    Rozwiń pełny opisUkryj opisPrzejdź dalej
Pobierz plikPrzejdź dalej
Współorganizatorzy:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Partner Główny
Partnerzy:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Patronat honorowy:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Partnerzy instytucjonalni:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Główni partnerzy medialni:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Partnerzy medialni
Poprzedni slajdNastępny slajd

Wyszukaj na stronie

Anuluj wyszukiwanie