Dr Marta Penczar, IBnGR: Z jednej strony obserwujemy pogorszenie sytuacji na rynku pracy a z drugiej strony rozpaczliwy krzyk o płynność ze strony przedsiębiorstw. Podejrzewam, że duża część w obu grupach to kredytobiorcy albo potencjalni kredytobiorcy. W związku z czym pojawia się pytanie – czy Polacy spłacają jeszcze kredyty, czy być może występują już jakieś opóźnienia? A jeśli tak, to w których grupach klientowskich albo, w których grupach produktowych widoczne są już pierwsze zmiany dotyczące pogorszenia specjalności?

Dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu Biura Informacji Kredytowej: W tej chwili nie widać jeszcze nagłego trendu, w którym Polacy przestaliby spłacać kredyty. Oczywiście obserwujemy to zjawisko w trybie dziennym. W obecnej sytuacji raportujemy te dane dosyć szczegółowo w trybie tygodniowym. Pierwsze opóźnienie widać w przedziałach między 1 a 30 dni. Pojawiają się one w kredytach mieszkaniowych, gdzie udział kredytów przeterminowanych między 1 a 30 dni wzrósł z około 2% do 2,5%. Wzrost wystąpił również w przypadku kredytów ratalnych, z około 5% do 6%. Z kolei największy wzrost przeterminowania wystąpił w przypadku pożyczek pozabankowych – z 10% do 13%. Istotny wpływ na to miał również fakt, że produkcja nowych pożyczek znacząco spadła, w związku z tym ten udział w sposób naturalny wzrósł. To czego możemy się spodziewać to to, że segmentów, które będą najbardziej narażone na pogorszenie jakości będzie kilka. Z jednej strony są to pożyczki pozabankowe. Jest to segment klientów, którzy są najbardziej wrażliwi. Mają już średni profil ryzyka podwyższony, więc w sytuacji pewnych turbulencji na rynku pracy, oni w sposób naturalny są narażeni, na gorszą spłacalność kredytów. Oprócz tego są też segmenty, które również wcześniej były segmentami podwyższonego ryzyka przy wysokich kwotach. Są to kredyty wysokokwotowe zarówno w gotówkach, jak i kredytach mieszkaniowych. Tam jest też dużo przedsiębiorców. Przedsiębiorcy dosyć często brali kredyty prywatne na finansowanie swojej działalności i w momencie kiedy gospodarka stanęła, oni przeżywają bardzo duże kłopoty i te właśnie segmenty będą narażone na wyższe ryzyko. Tak samo jak na przykład kredyty mieszkaniowe, zaciągane przez singli. Pojedyncza osoba, która traci pracę albo ma obniżone wynagrodzenie w sposób naturalny jest narażona na to, że będzie miała trudności ze spłatą kredytów.

Marta Penczar: Eksperci EKF, którzy wzięli udział we wstępnej aktualizacji projektu „Makroekonomiczne prognozy, zagrożenia i rekomendacje dla Polski” jako główne ryzyko dla stabilności sektora finansowego wskazali właśnie ryzyko kredytowe. Czy uważa Pan, że prognozowany wzrost ryzyka kredytowego może rzeczywiście znacząco pogorszyć portfel kredytowy banków, firm pożyczkowych i SKOK-ów?

Mariusz Cholewa: Zdecydowanie tak. To bardzo zależy od segmentu, w którym dana instytucja działa. Są instytucje finansowe, które już wcześniej miały bardzo dobry profil ryzyka i udzielały kredytów bardzo selektywnie, ale są również instytucje finansowe, które były bardzo liberalne i otwarte. One dosyć często wchodziły w segment klientów, który już był o podwyższonym ryzyku. Te podmioty będą miały zatem problem z jakością. Będzie to duże wyzwanie dla tych firm, ale też banków, aby przypilnować jakości, ponieważ są szczególnie narażone. Oprócz tego, w sytuacji kiedy mamy globalny kryzys, rośnie ryzyko , a więc wszyscy zostaną w jakiś sposób „zaimpactowani, tylko trudno jest do końca przewidzieć jak bardzo. Wydaje się, że z jednej strony ten kryzys będzie większy niż w latach 2008-2009. Ale z drugiej strony wydaje się, że banki są obecnie lepiej przygotowane, mają większe bufory związane z bezpieczeństwem, są ostrożniejsze w udzielaniu kredytów, widoczna jest rola KNF z punktu widzenia regulacji. Więc to są dwa trendy, które są przeciwne i trudno do końca powiedzieć jak głęboki będzie „impact” negatywny jeśli chodzi o portfel kredytowy, ale zdecydowanie on będzie.

Marta Penczar: Nawiązując do wcześniejszej nomenklatury gości „Kwadransa z EKF” – czy rynek kredytowy działa dzisiaj w reżimie wojny? Jeśli tak, to jaka jest taktyka, którą wstępnie przyjęli klienci i banki?

Mariusz Cholewa: Nie wiem czy rynek wojny to jest dobre słowo. Natomiast jesteśmy w trybie kryzysowym. To co się dzieje, to z jednej strony widzimy, że popyt znacząco zmalał, ponieważ wniosków kredytowych od połowy marca jest od 40% do 60% mniej w zależności od produktu. Z drugiej strony, zmalała również liczba przyznawanych kredytów, ponieważ instytucje finansowe w związku ze wzrostem ryzyka są ostrożniejsze. Czyli widzimy już podobny spadek udzielonych kredytów między 40% a 60%. Co ciekawe te spadki nastąpiły bardzo szybko. Najpierw było to widoczne w kredytach, troszeczkę później, gdy zostały uchwalone zapisy o limitach kosztów pozaodsetkowych kredytów i pożyczek, to wtedy mieliśmy gwałtowne zmniejszenie liczby wniosków o pożyczki pozabankowe rzędu 60%. Natomiast w ostatnich dniach obserwujemy wzrosty i na razie trudno jeszcze wytłumaczyć z czego to wynika. W pierwsze dni po Świętach Polacy częściej pytają zarówno o kredyty, jak i pożyczki pozabankowe. Nie mam natomiast dobrej interpretacji tego trendu.

Marta Penczar: Nie wiadomo czy to wzrost zaufania czy zwiększenie paniki. Bardzo chciałabym poznać prognozy, ale zdaję sobie sprawę, że ciężko jest dziś wyrokować co będzie w najbliższym okresie. BIK jest instytucją posiadającą liczby, które są raportowane bezpośrednio z banków. Jaka może być sytuacja w najbliższych miesiącach kwartałach właśnie w kontekście popytu i podaży kredytu ze strony banków? Czy zaproponowany w tarczy antykryzysowej limit maksymalnych pozaodsetkowych kosztów kredytu może mieć na to wpływ?

Mariusz Cholewa: Zacznę może od ostatniego wątku czyli redukcji kosztów pozaodsetkowych. W momencie, kiedy te regulacje nastąpiły widzieliśmy, że firmy pożyczkowe zareagowały bardzo gwałtownie. Włącznie z tym, że mamy część umów wypowiadanych, a część firm pożyczkowych zamyka „sklepy”. Widziałem ogłoszenia o budowie sieci lombardów. Są to niebezpieczne zjawiska. Jest grupa klientów o podwyższonym ryzyku. To osoby, które miały pewne problemy w przeszłości w zakresie spłacalności kredytów. Natomiast duża część z nich jest w stanie wziąć kolejną pożyczkę i mają takie potrzeby zwłaszcza teraz, gdy sytuacja wokół nas jest kryzysowa. W momencie, w którym mamy profil klienta o podwyższonym ryzyku i możliwość maksymalnego przychodu, jaki może mieć instytucja finansowa z kredytu, to te dwie rzeczy się po prostu nie składają. Jeśli klient o wysokim ryzyku potrzebuje finansowania, to jeżeli instytucja nie będzie miała marży na odpowiednie pokrycie tego ryzyka, to generalnie albo wpłynie na „zamykanie sklepu” albo orientowanie się na klientów, których profil jest lepszy. Efekt będzie taki, że ci klienci, którzy mają kłopoty, teraz będą mieli je jeszcze większe, ponieważ dostępność kredytów będzie dla nich trudniejsza. To naturalne, że w sytuacji kryzysowej banki zaostrzają kryteria udzielania kredytów, są bardziej selektywne, więc następuje przesunięcie w kierunku kredytobiorców, którzy mają lepsze profile ryzyka i są bardziej wiarygodni. Mamy zatem dwa trendy. Te osoby, które mają gorsze profile ryzyka mają utrudniony dostęp do finansowania, ale popyt z ich strony może będzie, bo mają potrzebę żeby przeżyć najbliższych kilka miesięcy. Natomiast osoby, które mają lepszy profil ryzyka, są dużo bardziej ostrożne w zaciąganiu nowego finansowania, bo raczej będą ograniczać swoją konsumpcję m.in. ze względu na niepewność wobec rynku pracy w najbliższej przyszłości. Widziałbym w przypadku tych klientów taki trend, że ich popyt będzie raczej mniejszy niż w przypadku klientów podwyższonego ryzyka. Podaż będzie mniejsza w przypadku klientów potrzebujących finansowania w porównaniu do klientów o lepszym profilu ryzyka. Są to dwa elementy, które wpłyną zarówno na popyt, jak i na podaż kredytów. Tak jak mieliśmy spadki na poziomie 40-60%, spodziewam się, że nie nastąpi szybkie odbicie, dopóki sytuacja na rynku pracy i wokół nas się nie ustabilizuje. Tak samo, jeśli chodzi o przedsiębiorców. W tej chwili przedsiębiorcy wnioskują znacznie rzadziej o kredyty.

Marta Penczar: W nawiązaniu do tematyki, którą w tej chwili poruszamy jest pytanie od jednego z naszych widzów. Czy uważa Pan, że dotychczasowi klienci banków będą szukać finansowania w instytucjach pozabankowych ze względu na brak zdolności kredytowej? Czyli zakładając, że klient w normalnych przedkryzysowych warunkach był klientem banku a teraz, być może na skutek utraty pracy, taki klient przesunie się do rynku pozabankowego.

Mariusz Cholewa: Jedno zastrzeżenie na samym początku. Jeśli ktoś nie ma zdolności kredytowej, to w ogóle nie powinien dostać kredytu, ani żadnych pożyczek. Udzielenie finansowania takiej osobie jest po prostu nieetyczne. Trzeba tutaj zachować bardzo dużą ostrożność, żeby nie wpędzać takiej osoby w pętlę zadłużenia. Jeżeli taka osoba jest już na granicy wytrzymałości i dołożymy jej jeszcze nowego finansowania, wysoko oprocentowanego, to ta osoba sobie z tym nie poradzi. Nie powinna więc brać kredytu ani pożyczki. Natomiast jeżeli są klienci z tzw. „środka”, czyli ci którzy mają zdolność kredytową, ale mieli w przeszłości jakieś problemy i bank nie do końca chciałby im udzielić finansowania, to jest przestrzeń, żeby ci klienci mogli zaciągnąć pożyczkę w firmie pożyczkowej. Natomiast nie spodziewam się nagłego trendu, że klienci odpłyną z banków do firm pożyczkowych.

Marta Penczar: Jak już jesteśmy przy temacie klientów, jest pytanie od kolejnego widza. Jak Pan uważa – czy zjawisko przenikania się kredytów prywatnych i firmowych może generować podwyższone ryzyko? Chodzi tu zapewne o mikroprzedsiębiorców.

Mariusz Cholewa: Mamy takie statystyki, ponieważ w BIK widzimy obraz całościowy klienta. Widzimy tego przedsiębiorcę zarówno z perspektywy zobowiązań zaciągniętych na firmę, jak i jako osoba prywatna. Mikroprzedsiębiorcy, którzy biorą kredyty firmowe, w 80% jednocześnie mają kredyty prywatne. I dodatkowo w 80% przypadków kredyty są zaciągnięte w różnych bankach. Rzadko jest tak, że przedsiębiorca, korzysta z finansowania prywatnego i firmowe w jednym banku. Zazwyczaj to rozdziela.
Kredyty firmowe są z natury rzeczy o nieco wyższym ryzyku. Jednak w momencie, gdy przedsiębiorca zaciąga kredyt jako osoba prywatna to one zazwyczaj zachowują się tak samo. Czyli jeżeli przedsiębiorca przestaje spłacać kredyt firmowy to przestaje również spłacać kredyt prywatny i odwrotnie. Zazwyczaj pierwsze opóźnienie widzimy po stronie kredytów prywatnych. Natomiast w długim horyzoncie czasu zachowują się jeden do jednego, czyli jeżeli nie spłaca jednego to nie spłaca również drugiego. Więc to ryzyko jest wyższe.

Marta Penczar: W obliczu kryzysu i zaistniałej sytuacji banki umożliwiły klientom możliwość skorzystania z tzw. wakacji kredytowych. W związku z tym pojawia się pytanie – w jaki sposób są one raportowane przez banki i czy nie będzie to wpływało na ocenę historii kredytowej klientów?

Mariusz Cholewa: Bardzo się cieszę, że udało nam się szybko porozumieć ze Związkiem Banków Polskich i bankami, i wypracować rozwiązanie technicznie szybkie do wdrożenia. My wdrożyliśmy je jeszcze w marcu i banki jeszcze w marcu zaczęły to raportować. Niektóre w trybie off-linowym, a niektóre w ramach regularnego procesu aktualizowania bazy danych, czyli 2 razy w tygodniu. W naszym przypadku obecnie mamy zaraportowanych 200 tys. rachunków z wakacjami kredytowymi. Tak czy inaczej widzielibyśmy to, że klient nie spłaca części odsetkowej albo kapitałowej, bo banki 2 razy w tygodniu raportują jaka jest wartość kredytu do spłaty. Zatem tak czy inaczej widzielibyśmy ten poziom, że dany kredyt nie jest regulowany na bieżąco. Natomiast banki dodatkowo oznaczają rachunki , objęte wakacjami kredytowymi w związku z COVID-19. To oznacza, że banki również inaczej podchodzą do tych klientów. Informacja jest odnotowana w BIK-u, natomiast banki deklarują, że nie będą miały, przy ocenie wniosków kredytowych, negatywnego wpływu na ocenę klienta. Natomiast nasz podstawowy scoring, który udostępniamy bankom, również zakomunikowaliśmy publicznie, że to nie będzie miało wpływu na obniżenie tego scoringu dla pojedynczego klienta. Model scoringowy pozostaje więc taki sam. Natomiast banki będą obserwowały, że zwiększa się ryzyko otoczenia i będą ostrożniejsze w udzielaniu finansowania. Jednak nie będzie miało to negatywnego wpływu na historię kredytową klienta i negatywnego wpływu na scoring klienta.

Marta Penczar: Przejdźmy zatem do dalszych pytań od widzów. Pytanie dotyczące szacunku wzrostu ryzyka kredytowego istniejących ekspozycji kredytowych. Rozmawialiśmy o tym przed chwilą, ale myślę że widzowie domagają się małego szacunku.

Mariusz Cholewa: Trudno w tej chwili mówić, jaki będzie koszt ryzyka kredytowego w najbliższych miesiącach. Lepszą analizą, która pokazuje końcowy koszt ryzyka jest tzw. analiza vintage, w której obserwujemy kredyt po kredycie i okresy: miesiąc, dwa, trzy miesiące i kolejne od udzielenia kredytu. Analiza ta pokazuje jaki procent tych kredytów kończy się tzw. defaultem, czyli kredyt nie zostaje spłacony. W zależności od typu produktu wskaźnik ten jest różny. W przypadku kredytów hipotecznych kształtuje się on w granicach 1%, przy pożyczkach pozabankowych jest to 17%, więc koszt ryzyka zapewne wzrośnie i przy tych limitach na koszty pozaodsetkowe Ten model biznesowy nie ma szans, aby się złożyć. Koszty ryzyka będą rosły, przy kredytach gotówkowych jest to aktualnie 4% do 6%. Natomiast w sytuacji kryzysowej, tak jak w 2008 roku, koszt ryzyka kredytów gotówkowych, taki krańcowy, wzrósł do 12%. Czy on teraz ten poziom osiągnie – trudno powiedzieć. Mam nadzieję, że nie.

Marta Penczar: Sprawdzimy, może za rok spotkamy się w kolejnym Kwadransie z EKF. Mamy kolejne pytanie od widzów – czy dwukrotna obniżka stóp procentowych i zapowiedź kolejnych sprzyjać będzie kredytobiorcom i poprawi ich sytuację finansową?

Mariusz Cholewa: To zależy których. W przypadku klientów, którzy posiadają kredyty na zmienną stopę procentową obniżenie stóp spowoduje, że będą mieli ulgę, czyli mniejszą kwotę do spłaty miesięcznie. Zatem wpłynie to pozytywnie. Natomiast z punktu widzenia klientów, którzy teraz zechcą zaciągnąć kredyt, to patrząc na to ze strony banku, to bank z jednej strony będzie mógł mniej zarobić na tym kredycie. A z drugiej strony, koszty ryzyka będą rosły, więc bank będzie bardziej selektywny i udzieli kredytów tylko tym klientom, którzy są najbardziej wiarygodni. Ponieważ ci klienci o podwyższonym ryzyku spowodują, że model biznesowy udzielania kredytów stanie się nierentowny, zatem klienci, którzy są klientami o średnim profilu ryzyka mogą mieć pewne trudności w uzyskaniu finansowania. Już widać, że banki zaostrzają wymagania w stosunku do nowych kredytobiorców.

Marta Penczar: Jest z tym związane pytanie – jeżeli popyt na kredyt będzie większy, to na ile wzrośnie cena kredytu? Cena może też wzrastać w związku ze wzrostem ryzyka.

Mariusz Cholewa: Banki często mają tzw. politykę „Risk Based Pricing”, czyli w zależności od ryzyka mają inną cenę kredytu dla klienta. To nie jest też tak, że banki funkcjonują cały czas przy maksymalnych poziomach kosztów/oprocentowania kredytów. Jest konkurencja na rynku ofert kredytowych, , zwłaszcza w przypadku kredytów długoterminowych klienci bardzo uważnie zwracają uwagę na cenę kredytu.

Marta Penczar: Ostatnie pytanie czy zdaniem BIK akcja kredytowa w firmach pożyczkowych będzie dalej spadać? A jeśli tak to w jakim zakresie?

Mariusz Cholewa: Spadki sprzedaży w firmach pożyczkowych w drugiej połowie marca były rzędu 50-60%. Natomiast w tym tygodniu widzimy na pewno odbicie. Nie sądzę jednak, że to będzie długoterminowy trend. Firmy pożyczkowe nie będą udzielały finansowania w takiej skali, jak wcześniej, więc ten spadek na pewno będzie. Osobiście bym jednak szacował spadek na poziomie około jednej trzeciej, ponieważ popyt ze strony klientów o podwyższonym ryzyku będzie w najbliższym czasie spory.
Jest część firm pożyczkowych, które mają dobre modele ryzyka, dobrze oceniają ryzyko i koszt ryzyka mają bardzo zbliżony do poziomu banków. Te firmy sobie zatem zdecydowanie poradzą. Natomiast część firm, które są dosyć agresywne, jeśli chodzi o pozyskiwanie klientów, i udzielają pożyczek dosyć „lekką ręką”, czasami klientom, którzy nie powinni dostać finansowania, to zapewne im przestanie się to po prostu opłacać i albo będą zamykali „sklepy”, albo znacząco ograniczali swoją działalność. To zależy trochę od rynku. Firmy pożyczkowe działające w tzw. modelu off-linowym mają teraz w szczególności utrudnioną sprzedaż.

Marta Penczar: Pojawiło się dodatkowe pytanie – czy powinniśmy zauważyć akumulację gotówki firm na depozytach bieżących w bankach czy raczej powinny rosnąć kredyty a depozyty maleć?

Mariusz Cholewa: Do tej pory przedsiębiorcy dosyć dużo gotówki trzymali na kontach co przejawiało się w tym, że inwestycji nie było zbyt dużo. Natomiast w sytuacji kryzysowej gotówka zapewne będzie topniała, ponieważ klienci będą ją wykorzystywali jako poduszkę finansową, którą budowali wcześniej. Czas kryzysu to jest czas gdy część firm upada, ale z drugiej strony jest to czas, gdy tworzą się gigantyczne fortuny. To będzie bardzo selektywny okres i być może pojawią się szansę biznesowe, których wcześniej nie było. Wszystko przenosi się do świata cyfrowego, więc tam są zupełnie nowe modele biznesowe i nowe szanse. Natomiast jeśli chodzi o popyt na kredyty ze strony firm to wydaje się, że on przynajmniej w najbliższych tygodniach będzie raczej umiarkowany. Jak gospodarka będzie stopniowo ruszać, to w pierwszej kolejności może pojawić się popyt na kredyty obrotowe a dopiero później na inwestycyjne.

 

Spłacalność kredytów:
W tej chwili nie widać jeszcze nagłego trendu, w którym Polacy przestaliby spłacać kredyty. Oczywiście obserwujemy to zjawisko w trybie dziennym. W obecnej sytuacji raportujemy te dane dosyć szczegółowo w trybie tygodniowym. Pierwsze opóźnienie widać w przedziałach między 1 a 30 dni. Pojawiają się one w kredytach mieszkaniowych, gdzie udział kredytów przeterminowanych między 1 a 30 dni wzrósł z około 2% do 2,5%. Wzrost wystąpił również w przypadku kredytów ratalnych, z około 5% do 6%. Z kolei największy wzrost przeterminowania wystąpił w przypadku pożyczek pozabankowych – z 10% do 13%. Istotny wpływ na to miał również fakt, że produkcja nowych pożyczek znacząco spadła, w związku z tym ten udział w sposób naturalny wzrósł.
Ryzyko kredytowe głównym ryzykiem dla stabilności sektora finansowego w Polsce:
Zdecydowanie tak. To bardzo zależy od segmentu, w którym dana instytucja działa. Są instytucje finansowe, które już wcześniej miały bardzo dobry profil ryzyka i udzielały kredytów bardzo selektywnie, ale są również instytucje finansowe, które były bardzo liberalne i otwarte. One dosyć często wchodziły w segment klientów, który już był o podwyższonym ryzyku. Te podmioty będą miały zatem problem z jakością. Będzie to duże wyzwanie dla tych firm, ale też banków, aby przypilnować jakości, ponieważ są szczególnie narażone.
Wydaje się, że z jednej strony ten kryzys będzie większy niż w latach 2008-2009. Ale z drugiej strony wydaje się, że banki są obecnie lepiej przygotowane, mają większe bufory związane z bezpieczeństwem, są ostrożniejsze w udzielaniu kredytów, widoczna jest rola KNF z punktu widzenia regulacji.
Jaka jest taktyka, którą przyjęli klienci i banki:
Jesteśmy w trybie kryzysowym. To co się dzieje, to z jednej strony widzimy, że popyt znacząco zmalał, ponieważ wniosków kredytowych od połowy marca jest od 40% do 60% mniej w zależności od produktu. Z drugiej strony, zmalała również liczba przyznawanych kredytów, ponieważ instytucje finansowe w związku ze wzrostem ryzyka są ostrożniejsze. Czyli widzimy już podobny spadek udzielonych kredytów między 40% a 60%. Co ciekawe te spadki nastąpiły bardzo szybko. Najpierw było to widoczne w kredytach, troszeczkę później, gdy zostały uchwalone zapisy o limitach kosztów pozaodsetkowych kredytów i pożyczek, to wtedy mieliśmy gwałtowne zmniejszenie liczby wniosków o pożyczki pozabankowe rzędu 60%.

Popyt i podaż kredytów:
Mamy dwa trendy:
Osoby, które mają gorsze profile ryzyka mają utrudniony dostęp do finansowania, ale popyt z ich strony może będzie, bo mają potrzebę żeby przeżyć najbliższych kilka miesięcy. Natomiast osoby, które mają lepszy profil ryzyka, są dużo bardziej ostrożne w zaciąganiu nowego finansowania, bo raczej będą ograniczać swoją konsumpcję m.in. ze względu na niepewność wobec rynku pracy w najbliższej przyszłości. Widziałbym w przypadku tych klientów taki trend, że ich popyt będzie raczej mniejszy niż w przypadku klientów podwyższonego ryzyka. Podaż będzie mniejsza w przypadku klientów potrzebujących finansowania w porównaniu do klientów o lepszym profilu ryzyka.

Wakacje kredytowe:
W naszym przypadku obecnie mamy zaraportowanych 200 tys. rachunków z wakacjami kredytowymi. Tak czy inaczej widzielibyśmy to, że klient nie spłaca części odsetkowej albo kapitałowej, bo banki 2 razy w tygodniu raportują jaka jest wartość kredytu do spłaty. Zatem tak czy inaczej widzielibyśmy ten poziom, że dany kredyt nie jest regulowany na bieżąco. Natomiast banki dodatkowo oznaczają rachunki , objęte wakacjami kredytowymi w związku z COVID-19. To oznacza, że banki również inaczej podchodzą do tych klientów. Informacja jest odnotowana w BIK-u, natomiast banki deklarują, że nie będą miały, przy ocenie wniosków kredytowych, negatywnego wpływu na ocenę klienta. Natomiast nasz podstawowy scoring, który udostępniamy bankom, również zakomunikowaliśmy publicznie, że to nie będzie miało wpływu na obniżenie tego scoringu dla pojedynczego klienta.
Zjawisko przenikania się kredytów prywatnych i firmowych może generować podwyższone ryzyko:
BIK widzi całościowy obraz klienta. Wie ile przedsiębiorca zaciągnął kredytów na firmę, jak i jako osoba prywatna. Mikroprzedsiębiorcy, którzy biorą kredyty firmowe, w 80% jednocześnie mają kredyty prywatne. I dodatkowo w 80% przypadków kredyty są zaciągnięte w różnych bankach. Rzadko jest tak, że przedsiębiorca, korzysta z finansowania prywatnego i firmowe w jednym banku. Zazwyczaj to rozdziela.
Kredyty firmowe są z natury rzeczy o nieco wyższym ryzyku. Jednak w momencie, gdy przedsiębiorca zaciąga kredyt jako osoba prywatna to one zazwyczaj zachowują się tak samo. Czyli jeżeli przedsiębiorca przestaje spłacać kredyt firmowy to przestaje również spłacać kredyt prywatny i odwrotnie. Zazwyczaj pierwsze opóźnienie widzimy po stronie kredytów prywatnych. Natomiast w długim horyzoncie czasu zachowują się jeden do jednego, czyli jeżeli nie spłaca jednego to nie spłaca również drugiego. Więc to ryzyko jest wyższe.

Opracowanie: Piotr Górski, Ekspert ds. bankowości i rynków finansowych, Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową

Zobacz również

Współorganizatorzy:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Partner Główny
Partnerzy:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Patronat honorowy:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Partnerzy instytucjonalni:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Główni partnerzy medialni:
Poprzedni slajdNastępny slajd
Partnerzy medialni
Poprzedni slajdNastępny slajd

Wyszukaj na stronie

Anuluj wyszukiwanie